niedziela, 3 czerwca 2012

Wpis nr. zwei – pomieszkując w Queenslandzie, gdzie słońce świeci na północy


Australia. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce… a właściwie to tylko na drugiej półkuli (aczkolwiek gdy w Polsce mówiłem ze wyjeżdżam do Australii, to wszyscy robili takie oczy jakbym wypływał kajakiem na Marsa – ergo: porównanie adekwatne), mieszkał sobie pewien ludź (tak, ja). 

Po kiego grzyba Australia?!
Bo dalej się nie dało ;) (a nie sorry, mam jeszcze opcje Nowej Zelandii i wysp na Pacyfiku…hmm kuszące).

No wiec co z tą Australią?
No jest sobie taki kraj/kontynent o populacji mniejszej niż w Polsce, a w natężeniu szczęśliwości obywateli przypadającej na m2 przewyższa dopuszczalne normy Unii Europejskiej.

No i czym te Oziki (Australijczycy) się tak jarają?
Hmmm jest kilka możliwych opcji odpowiedzi na wyżej postawione pytanie. Firstly, tutejsza filozofia życia sprowadza się do 3 slow: chill out mate. Ja to lubić dlatego ja tu przybyć.

Secondly, klimat: ciepełko, ilość dni słonecznych w roku przewyższająca stanowczo dni bez słońca (gdy tylko przypomnę sobie ze w Polandii bywało, ze przez 2 tygodnie nie widziałem nawet kawałka słońca, tylko chmury i szarość, to od razu wyjaśniają mi się wszelkie teorie psychologiczne nt. narodu polskiego jako jednego z bardziej depresyjnych na świecie. Nic tylko się ciąć, pić lub być wampirem (byle nie tym święcącym brokatem).

Po ‘czecie’:  gospodarka (pomimo pewnych zawirowań) trzyma się dobrze, standard życia jest wysoki,  a w rzekach płynie mleko z miodem… no prawie.

Po ‘trzwarte’: jest jeszcze ok. 100 lepszych powodów takich jak piękne krajobrazy, ludzie uśmiechający się na ulicy (tak! Wyobrażacie to sobie?) i dobre łącza internetowe (nigdzie indziej na świecie, tak szybko nie zbuforuje Ci się porno w full HD –;)).

Kiedyś może napiszę coś więcej. Na razie basta.

1 komentarz:

  1. "natężenie szczęśliwości mnie przekonało- jadę:)(palcem po mapie na razie)

    OdpowiedzUsuń